Nazwa bloga

Maciej Wołk

Dzwonienie budzika obudziło psychiatrę o szóstej rano. Zerwał się na równe nogi. O siódmej trzydzieści zaczynał pracę w szpitalu. Wyjrzał przez okno. Był pochmurny, letni dzień. Wiszące złowrogo w powietrzu chmury zapowiadały ogromną ulewę. Ale wcale się tym nie przejmował. Miał przecież samochód, więc bez znaczenia było, jaka jest pogoda. Poszedł do łazienki, zapalił światło i wszedł do środka.
– Dzień dobry, panie doktorze – odezwała się wisząca na ścianie lampa.
– Dzień dobry – odparł doktor. Był zbyt zaspany, aby dostrzec w tej sytuacji coś niezwykłego. Wziął szczoteczkę do zębów i tubkę z pastą.
– Dzień dobry, doktorze – rzekła tubka.
– Dzień dobry – odparł psychiatra, wciąż jeszcze nie dostrzegając niczego nadzwyczajnego. Wycisnął pastę i zaczął szczotkować zęby. Kran był odkręcony i woda wciąż lała się do umywalki.
– Mógłby pan mnie trochę oszczędzać, doktorze – odezwała się woda.
– Och, przepraszam – odrzekł doktor i zakręcił kurek. Nadal szczotkował zęby przed lustrem wiszącym nad umywalką.
– Powinien pan umyć głowę, doktorze – odezwało się lustro. – Ma pan strasznie wzburzone włosy.
– A ja nie będę rozczesywać takiej szopy – odezwała się szczotka, leżąca na półce wiszącej pod lustrem.
– Mycie głowy jest zupełnie zbędne – zaprotestował łupież na głowie doktora.
– A ja sugeruję, aby dziś umył pan głowę mną – odezwał się stojący na brzegu wanny szampon przeciwłupieżowy. – W ocenie ludzi łupież na głowie nie wygląda zbyt ładnie.
– Ludzie nie wiedzą, co jest piękne – zaprotestował łupież.
– Przepraszam, że się wtrącam – rzekł psychiatra, który skończył już myć zęby – ale muszę umyć głowę. Nie mogę pokazać się w pracy z brudnymi, przepoconymi włosami i łupieżem.
– Ma pan całkowitą rację – odezwały się zęby doktora. – Włosy muszą być czyste jak my.
– Zgadzam się z wami, zęby – odrzekł doktor. – Włosy muszą być czyste.
Dopiero teraz dotarło do niego, że coś jest nie w porządku. Nigdy wcześniej nie rozmawiał z przedmiotami, a tym bardziej nigdy wcześniej nie prowadził rozmowy ze swoimi zębami.
– Niech pan nas wreszcie umyje – rzekły zniecierpliwione włosy. – Ten łupież strasznie nas swędzi.
– Niech pan ich nie słucha – zaprotestował oburzony łupież. – Powinien pan wiedzieć, że jestem bardzo zdrowy dla skóry głowy.
– Jakoś nie mogę w to uwierzyć – odparł psychiatra i zabrał się do mycia głowy.
– Ja i tak powrócę! – krzyknął łupież spływający w otchłań kanalizacji.
Doktor skończył myć głowę i zaczął czesać włosy.
– No, takie włosy to mogę rozczesywać – rzekła zadowolona szczotka.
– Nikt cię nie pytał o zdanie – odrzekł doktor coraz bardziej zaniepokojony tym, że przedmioty z nim rozmawiają. Odłożył szczotkę, wyszedł z łazienki, ubrał się i już zamierzał wyjść, kiedy usłyszał głos:
– Chyba pan o czymś zapomniał.
– Kto to powiedział? – spytał psychiatra, nie mogąc namierzyć, który przedmiot go zaczepia.
– To ja, światło w łazience. Proszę natychmiast mnie zgasić. Trzeba oszczędzać prąd.
Zmieszany doktor zgasił światło. Teraz już był pewny, że coś z nim jest nie tak. Zastanawiał się, czy powinien w takim stanie iść do pracy. Doszedł jednak do wniosku, że to tylko przemęczenie i zaraz mu przejdzie. Jeżeli jakieś przedmioty będą się do niego odzywać, będzie je po prostu ignorował.

Adres blogahttp://maciejwolk.blogspot.com/
Autor blogaMaciej Wołk