Blogi z opowiadaniami

Opowiadania nastolatek
Nazwa bloga

Czyli o miłości

TY I JA DWA RÓŻNE ŚWIATY

I) Kiedy marzenia zamieniają się w rozczarowanie

Sześć – osiem lat temu

Po dziesięciu miesiącach roku szkolnego spędzonych w mieście, z radością jechałam w góry, do babci. Tam mogłam odetchnąć świeżym powietrzem. Lubiłam to miejsce, bo było piękne, ale przede wszystkim miałam tu grono sprawdzonych przyjaciół. Wśród nich był ktoś dla mnie wyjątkowy, z kim spędzałam najbardziej szalone chwile. Razem właziliśmy na drzewa, zdobywaliśmy góry, ścigaliśmy się konno, pływaliśmy i wpadaliśmy na coraz to nowe pomysły. Nie zawsze panowała między nami zgoda, ale potrafiliśmy jakoś się dogadać. Poznałam go kiedy miałam sześć lat. Potem często zostawałam z nim, w czasie gdy nasze babcie załatwiały swoje sprawy. Kamil był dla mnie jak starszy brat. Jego dwanaście lat wydawało mi się dorosłością. Był wspaniały i rzadko okazywał, bym była dla niego ciężarem lub problemem. Przy nim uczyłam się ciekawych rzeczy i często stawał w mojej obronie, jakbym rzeczywiście była jego młodszą siostrą.

Mając piętnaście lat chciałam iść na dyskotekę, bo wszyscy znajomi mieli tam być. Tak długo marudziłam, że babcia wreszcie odpuściła, jednak pod warunkiem, że pójdę z Kamilem, którego miałam się słuchać. Pędem do niego poleciałam i zadyszana powiedziałam o dziwnym warunku babci, teraz jego prosząc, aby się zgodził ze mną pójść. Nie był zachwycony. Zdziwiła mnie jego niechęć, przecież z tego co wiedziałam, to lubił wypady do lokalu. Ta zgoda to przecież była tylko formalność, a nie zobowiązanie. Nieważne, powiedział w końcu OK i tylko to się liczyło.

Przyszedł po mnie punktualnie o dwudziestej. Od godziny byłam gotowa do wyjścia, więc jak tylko zobaczyłam jego samochód, założyłam buty i puściłam się biegiem do drzwi.

– Cześć, super, że jesteś! – krzyknęłam podekscytowana.

– W coś ty się ubrała?

Nawet nie wszedł do środka. Żadnego „cześć”, a na „ładnie wyglądasz” nie miałam co liczyć – zatkało mnie.

– Co jest nie tak z moim ubraniem? – Sapnęłam zła i okręciłam się.

Zlustrował mnie tak, że zrobiło mi się gorąco i dziwnie.

– Wyglądasz zbyt wyzywająco. – Usłyszałam zaskoczona.

Co to było? Ze zdziwienia otworzyłam buzię. Włożył ręce do kieszeni i ostentacyjnie zaczął oglądać niebo.

– Jesteś gorszy od babci. Ona powiedziała, że świetnie wyglądam. – Zerknęłam jeszcze raz na siebie.

– Z tak ubraną, nigdzie nie idę. – Zachowywał się jak uparty osioł.

– Żartujesz sobie? – Sprawdzałam. Nic nie odpowiedział, tylko spojrzał na mnie tak, że wiedziałam, że mówi jak najbardziej poważnie.

– Pamiętaj, że bez Kamila nigdzie nie pójdziesz! – krzyknęła babcia z salonu. Nie do wiary, ależ ona ma słuch.

– Kamil, błagam. – Przechyliłam głowę i spojrzałam na niego przymilnie.

– Nie – powiedział unikając mojego wzroku.

– To w co mam się ubrać? Dresy?! – spytałam poirytowana.

– Niezły pomysł. – Zamurowała mnie jego odpowiedź.

– Dobra – dotarło do mnie, że wiele z nim nie wskóram – powiedz łaskawie w co, żebym nie biegała w kółko i miejmy to za sobą. Tylko nie mów „dresy” – uprzedziłam.

Właśnie moje wyjście stało pod znakiem zapytania i fundował mi to mój najlepszy przyjaciel. Nareszcie przestał oglądać sufit i spojrzał na mnie.

– Normalne spodnie i bluzkę, a i jeszcze zrób coś z twarzą i możemy jechać. – Machnął ręką w moją stronę. Stał w drzwiach wejściowych i rządził.

– Nie przesadzaj, nie idę w pole, tylko na zabawę. Cały makijaż to tusz i błyszczyk. – Nie wiem co mu nie pasowało i z tym. Jeszcze raz przyjrzał się mojej twarzy, aż padł pozytywny werdykt.

– Dobra, niech ci będzie, ale co do twojego stroju to tak, jak powiedziałem wcześniej.

Chcąc nie chcąc poszłam się przebrać. Włożyłam swoje najlepsze jasno niebieskie dżinsy i blado żółtą bluzkę, do tego granatowe tenisówki. Szału nie ma, ale chociaż się wyskaczę. –Szukałam pozytywnych stron całej tej szopki.

– Ta dam!!! – Wyskoczyłam na korytarz rozkładając ręce.

– Nooo nie wiem… – Nie do wiary nadal coś mu nie grało i przyglądał się mi sceptycznie.

– Powiedziałeś spodnie i bluzka, i są spodnie i bluzka – weszłam mu w słowo. – Na pewno nie wyglądam zbyt „wyzywająco”. W co ty byś mnie ubrał?

– Najchętniej w worek – burknął pod nosem.

– Zwariuję z tobą. – Odechciewało mi się z nim rozmawiać.

– Idziemy. – Wzruszył niezadowolony ramionami i przepuścił mnie przez drzwi.

Wreszcie. Po chwili nie byłam pewna, czy się nie przesłyszałam, że pod nosem wymamrotał, czegoś o mnie zamkniętej na klucz do osiemnastki. Tak czy owak nie wyglądał na zadowolonego. Co ja zrobiłam? Widząc dziewczyny idące na zabawę stwierdziłam, że nie było żadnej ubranej mniej wyjściowo niż ja, a temu mój wygląd nadal nie pasował!

Po wejściu do lokalu, zapomniałam o urazie. Zafascynowana muzyką, kolorowym oświetleniem i ludźmi, nie oglądając się na Kamila rzuciłam się w wir tańca. A on podchodził do mnie, co chwila sprawdzał, co robię, z kim tańczę i czy aby nie za blisko. Miałam wrażenie, że wszystkich chłopaków, włącznie ze znajomymi, którzy chcieli ze mną zatańczyć, odstraszał swoją postawą wobec mnie. Większość dobrze go znała i przynajmniej słyszała o jego umiejętnościach w sztukach walki, i po prostu się go bali. Mimo wszystko starałam się nie przejmować nim i udało się, aż do chwili, gdy puszczono wolną piosenkę. Niestety nikt nawet nie spróbował zaprosić mnie do tańca, więc usiadłam.

Zobaczyłam go z piękną blondynką. Z nudów przyglądałam się im. Tańczyli przytuleni. No proszę, ja nie mogłam trzymać chłopaka za rękę, a on… On gładził jej włosy, ona dotykała jego karku. Wpatrzeni w siebie, świata poza sobą nie widzieli. Niezłe ciacho z Kamila pomyślałam, szkoda, że zajęty. Podzieliłam się swoją uwagą z Amandą. Usłyszałam, że i owszem jest zajęty, ale na pewno nie przez tę, z którą tańczy. Na moje nieme pytanie, nic więcej nie usłyszałam. Wzruszyłam ramionami i wróciłam do oglądania tego, co się działo na parkiecie.

Dotarło do mnie, że do tej pory myślałam, że Kamil jest mój. Przyjaciel, dla którego najważniejsze są wygłupy i czas spędzany ze mną. Jednak on miał dwadzieścia jeden lat i dziewczyny interesowały go w inny sposób. Ja byłam spoko koleżanką, ale małolatą. Fakt, że dla niego niewyobrażalne było, żebym założyła krótką spódniczkę, która w dodatku nie była wcale taka krótka, mówił sam za siebie. To, co do tej pory było super, zaczęło przeszkadzać. Traktował mnie, jak swoją małą siostrzyczkę, nie widząc we mnie dziewczyny. Zresztą przy takim bóstwie które miał obok siebie, nie ma co się dziwić. Blado musiałam wypadać w jego oczach.

Około pierwszej w nocy didżej puścił kawałek, o który wcześniej poprosiłyśmy z moimi przyjaciółkami. Z Amandą, Moniką, Kaśką i Anetą wyskoczyłyśmy na parkiet z naszym układem, który trenowałyśmy intensywnie przez ostatnie trzy tygodnie. Monika ułożyła choreografię, w której były wszystkie fajniejsze elementy tańca nowoczesnego: kręciłyśmy biodrami, wyginałyśmy seksownie ciała, rzucałyśmy powłóczyste spojrzenia. Wszystkie te figury wpisane były w dopracowany w każdym detalu układ taneczny. Byłyśmy z siebie zadowolone, bo wyszło nam bezbłędnie.

Chłopakom szczęki poopadały. Tak jak miałyśmy nadzieję, wszyscy zamiast tańczyć, oglądali nas, a właściwie pożerali wzrokiem, niektórzy nawet gwizdali z podziwem. Dziewczyny oglądały nas z zainteresowaniem, a ja z zadowoleniem zauważyłam, że Kamil nie odrywał ode mnie wzroku. Jak miło było wreszcie skupić na sobie jego uwagę. Gdy taniec się skończył dostałyśmy gromkie brawa. Dziewczyny podeszły do nas ze słowami uznania, a chłopaki otoczyli nas wianuszkiem i zaczęli z nami tańczyć. Było przyjemnie i wtedy zobaczyłam Kamila idącego w moją stronę chmurnego jak burza. Stanął przede mną i chłopakiem, z którym tańczyłam.

– Odbijany – warknął. Chłopak uciekł jak oparzony, a mnie na moment serce szybciej zabiło, ale Kamil nie chciał ze mną zatańczyć, tylko powiedział, że jedziemy do domu.

– Tak wcześnie? – zapytałam z niedowierzaniem.

– Bez gadania. – Wyglądało, że był zły.

– Co ja takiego zrobiłam? – spytałam obrażona.

– Nic – brzmiało mało przekonująco – ale i tak wracasz do domu.

– Nasz taniec ci się nie podobał? – dopytywałam bezskutecznie.

Nic się nie odezwał, to był koniec rozmowy. Siłą wepchnął mnie do samochodu. Łzy bezsilności popłynęły po moich policzkach. Odwróciłam głowę, byłam rozżalona i jednocześnie wściekła na niego za tak szybkie zakończenie zabawy. Przez całą podróż nie spojrzał nawet raz w moim kierunku. Trzeba jednak przyznać, że gdy dojechaliśmy otworzył dla mnie drzwi samochodu i odprowadził pod dom, a wtedy nie mogłam się powstrzymać, żeby nie spróbować. Zarzuciłam mu ręce na szyję, wspięłam się na palce i pocałowałam w policzek. Na moment przytrzymał mnie blisko siebie i spojrzał w taki sposób, że serce zabiło mi z nadzieją. Niestety za chwilę odsunął się ode mnie, wyglądało, że był zszokowany moim zachowaniem i szybko bez słowa odszedł. Poczułam smutek i tęsknotę. On pewnie wrócił do swojej pani, pomyślałam z zazdrością.

Od tego czasu zmienił się mój stosunek do niego. Dopiero teraz dotarło do mnie, że od dawna byłam w nim zakochana, tylko nie umiałam wcześniej tego nazwać. Pragnęłam, żeby zobaczył we mnie piękną dziewczynę. Z utęsknieniem wyczekiwałam każdego spotkania, gestu, słowa, uśmiechu, który oznaczałby, że on też jest mną zainteresowany w taki sposób jak ja nim. Moje wysiłki spełzały na niczym. Był dla mnie miły i przyjacielski, ale nic poza tym. Ja nie poddawałam się przez te ani następne wakacje, ale on widział we mnie tylko młodszą koleżankę.

***

Dobry wieczór moi mili Czytelnicy. „Ty i ja dwa różne światy” jest pierwszą napisaną przeze mnie powieścią. Parę lat temu udostępniłam ją na blogu i dzisiaj postanowiłam zrobić to po raz drugi. To jest pierwsza część powieści, druga nie będzie dostępna na blogu, ale mam nadzieję, że uda się wydać obie części w formie e-booka.

Lato, wakacje, romans… Chcecie więcej? Jeśli tak, to zapraszam do czytania 🙂

Adres blogahttps://elzbietakosobucka.wordpress.com/
Autor blogaElżbieta Kosobucka
 
Nazwa bloga

Niewyleczone

Kira

-Nie mamo! Nie chcę znowu jechać na grupę wsparcia. Jest.Mi.Nie.Potrzebna-ostatnie słowa nieco podkreśliłam aby rodzicielka mi zaufała.

-Zażyłaś lek?-spytała.

-Tak. Czy dlatego,że grzecznie połknęłam tabletki mogę nie jechać na grupę wsparcia?-próbowałam jak tylko mogłam.

-Oczywiście,że pojedziesz Kira. Wsiadaj do samochodu-rozkazała matka.

Nie ma co się kłócić z mamą, która jest przewrażliwiona na punkcie swojego dziecka. Ja przecież jem codziennie. Mam doskonałą figurę. Nie chcę być znowu gruba,ale przez to codzienne jedzenie przytyję i znów nie będę idealna…a ta grupa wsparcia? To dno. Czyste dno. Spotykam się z czterema osobami i każda z nich ma inną chorobę. Nikt nikogo nie rozbawia poza Niną, więc ja albo ona zawsze coś powiemy, ale cóż…Emma dosłownie NIGDY się nie uśmiecha. Ma depresję. Zawsze głowę ma pochyloną w dół.Wygląda to naprawdę strasznie. Jak pamiętam z trzy lub cztery miesiące temu spytałam się jej czemu się nie uśmiecha? Jej rodzice umarli?. Dopiero wtedy uniosła głowę i odpowiedziała: Kiro przytyłaś? Oh widzę lekkie fałdki na brzuchu. Nie ładnie się tak obżerać. Po tym incydencie przez dwa tygodnie dostawałam jedzenie dożylnie. Codziennie patrzyłam na swoje odbicie w lusterku..szczególnie dużo razy patrzyłam na swój brzuch. Z każdym dniem myślałam,że mój brzuch staje się coraz grubszy i grubszy,a ja nic nie mogłam zrobić, ponieważ dostawałam to cholerne jedzenie. Każdego parszywego dnia. To był jeden z cięższych okresów. Powoli,ale naprawdę powoli wyleczam się z anoreksji. Lekarze są dobrej myśli.

Wiecie co jest jeszcze bardziej zabawniejsze od grupy wsparcia? Moja kochana matka. Dam sobie rękę uciąć..nie,nie rękę żartowałam..wszystkie fałdki iż chodzi ona niemalże codziennie do kościoła modlić się o moje wyzdrowienie. Bóg chyba nie jest mną i nie wyleczy się z anoreksji czyż nie? To ja mam pokonać tą chorobę.

Okej, jesteśmy już przed budynkiem grupy wsparcia. Jest to mały,szary budynek znajdujący się niedaleko kina. W pomieszczeniu znajduje się siedem krzeseł. Wiecie..na wypadek gdyby nowa osoba przyszła na ten cyrk. Ściany mają kremowy kolor,jeden stolik przy ścianie z wodą oraz cukierkami,kilka kwiatów,czerwony duży dywan,mała szafka na nasze rysunki. Oh zapomniałabym o naszej cuuudownej pani doktor Nicole. Wszyscy mówimy do niej po imieniu, ponieważ tak sobie zażyczyła. Założę się ,że ma koło trzydziestu lat,ale wracając do grupy wsparcia i ich ludzi. Jest tu naprawdę świetna lekomanka Nina,już wam o niej wspominałam. Kiedy jest pod nadużyciem leków na grupie jest naprawdę zabawnie. Oczywiście ma lekarzy, ale chyba rozumiecie jak jest z lekomankami. Zawsze jakieś tabletki sobie załatwią, połknął i świat jest dla nich piękniejszy. Opowiadała nam,że kilkanaście razy była na płukaniu żołądka. Ja oczywiście zrozumiałam pukaniu i od razu zaczęłam się śmiać. Nie wiem jakim cudem moje mięśnie brzucha to wytrzymały hm..a może ich nie mam i dlatego mogę śmiać się do woli? No ale,spotkanie kabareciarzy się spotyka. Nicole wita nas mówiąc: Ten dzień jest lepszy od poprzedniego ponieważ..i każdy mówi dlaczego,jaki mały kroczek do normalności zrobił. Ja na przykład mówię,że zjadłam o ¼ więcej warzywa(przykład) niż wczoraj, ale nie zawsze tak mówię, ponieważ moja waga nie może w ciągu tygodnia podwyższyć się o 1-1,5kg bo to za dużo. Śmieszą mnie wyznania lekomanki. Mówi: połknęłam o połowę mniej tabletki niż wczoraj.

Adres blogahttps://niewyleczone.blogspot.com/
Autor blogaWeronika S
 
Nazwa bloga

Ja i George Weasley kto by pomyślał…

-Masz 15 lat.Tylko wyglądasz na dużą.
Chciałam odpowiedzieć ale Discord miał rację.
Weszliśmy do pociągu i zaczęliśmy szukać wolnego przedziału.Brat od razu znalazł towarzystwo w swoim wieku zostawiając mnie z jego słowami „Przecież jesteś duża.Poza tym nie musisz się bać nie ma tutaj pedowfili.”
-Ta jasne.-mamroczalam pod nosem.
Nagle pociąg gwałtownie się zatrzymał a ja poleciała do przodu wpadając na dwie osoby.
-Patrz Fred kogo mu tu mamy.
-Masz rację Georg.Wiedziałem że jestem przystojny i że dziewczyny na mnie lecą ale to już przesada.-chłopcy zaczęli się się śmiać.A ja im odpowiedziałam z sarkazmem.
-Hahah padła ze śmiechu.Moglibyście pomóc mi wstać?
-A co będę z tego miał?-zapytał jeden z nich.
-Dam Ci orzeszka.W końcu rude wiewiórki lubią orzeszki.
-Fred ona nas chyba kocha skoro się co lubimy.
Po tym zdaniu zaczęliśmy się śmiać.Chlopacy pomogli Ci wstać i przedstawili się.
-Jestem Fred.
-A ja George.
-Mówcie mi Raven.

Adres blogatyijanowahistoriahogwartu.blogspot.com
Autor blogaNaćpana Żelkami
 
Nazwa bloga

Maciej Wołk

Dzwonienie budzika obudziło psychiatrę o szóstej rano. Zerwał się na równe nogi. O siódmej trzydzieści zaczynał pracę w szpitalu. Wyjrzał przez okno. Był pochmurny, letni dzień. Wiszące złowrogo w powietrzu chmury zapowiadały ogromną ulewę. Ale wcale się tym nie przejmował. Miał przecież samochód, więc bez znaczenia było, jaka jest pogoda. Poszedł do łazienki, zapalił światło i wszedł do środka.
– Dzień dobry, panie doktorze – odezwała się wisząca na ścianie lampa.
– Dzień dobry – odparł doktor. Był zbyt zaspany, aby dostrzec w tej sytuacji coś niezwykłego. Wziął szczoteczkę do zębów i tubkę z pastą.
– Dzień dobry, doktorze – rzekła tubka.
– Dzień dobry – odparł psychiatra, wciąż jeszcze nie dostrzegając niczego nadzwyczajnego. Wycisnął pastę i zaczął szczotkować zęby. Kran był odkręcony i woda wciąż lała się do umywalki.
– Mógłby pan mnie trochę oszczędzać, doktorze – odezwała się woda.
– Och, przepraszam – odrzekł doktor i zakręcił kurek. Nadal szczotkował zęby przed lustrem wiszącym nad umywalką.
– Powinien pan umyć głowę, doktorze – odezwało się lustro. – Ma pan strasznie wzburzone włosy.
– A ja nie będę rozczesywać takiej szopy – odezwała się szczotka, leżąca na półce wiszącej pod lustrem.
– Mycie głowy jest zupełnie zbędne – zaprotestował łupież na głowie doktora.
– A ja sugeruję, aby dziś umył pan głowę mną – odezwał się stojący na brzegu wanny szampon przeciwłupieżowy. – W ocenie ludzi łupież na głowie nie wygląda zbyt ładnie.
– Ludzie nie wiedzą, co jest piękne – zaprotestował łupież.
– Przepraszam, że się wtrącam – rzekł psychiatra, który skończył już myć zęby – ale muszę umyć głowę. Nie mogę pokazać się w pracy z brudnymi, przepoconymi włosami i łupieżem.
– Ma pan całkowitą rację – odezwały się zęby doktora. – Włosy muszą być czyste jak my.
– Zgadzam się z wami, zęby – odrzekł doktor. – Włosy muszą być czyste.
Dopiero teraz dotarło do niego, że coś jest nie w porządku. Nigdy wcześniej nie rozmawiał z przedmiotami, a tym bardziej nigdy wcześniej nie prowadził rozmowy ze swoimi zębami.
– Niech pan nas wreszcie umyje – rzekły zniecierpliwione włosy. – Ten łupież strasznie nas swędzi.
– Niech pan ich nie słucha – zaprotestował oburzony łupież. – Powinien pan wiedzieć, że jestem bardzo zdrowy dla skóry głowy.
– Jakoś nie mogę w to uwierzyć – odparł psychiatra i zabrał się do mycia głowy.
– Ja i tak powrócę! – krzyknął łupież spływający w otchłań kanalizacji.
Doktor skończył myć głowę i zaczął czesać włosy.
– No, takie włosy to mogę rozczesywać – rzekła zadowolona szczotka.
– Nikt cię nie pytał o zdanie – odrzekł doktor coraz bardziej zaniepokojony tym, że przedmioty z nim rozmawiają. Odłożył szczotkę, wyszedł z łazienki, ubrał się i już zamierzał wyjść, kiedy usłyszał głos:
– Chyba pan o czymś zapomniał.
– Kto to powiedział? – spytał psychiatra, nie mogąc namierzyć, który przedmiot go zaczepia.
– To ja, światło w łazience. Proszę natychmiast mnie zgasić. Trzeba oszczędzać prąd.
Zmieszany doktor zgasił światło. Teraz już był pewny, że coś z nim jest nie tak. Zastanawiał się, czy powinien w takim stanie iść do pracy. Doszedł jednak do wniosku, że to tylko przemęczenie i zaraz mu przejdzie. Jeżeli jakieś przedmioty będą się do niego odzywać, będzie je po prostu ignorował.

Adres blogahttp://maciejwolk.blogspot.com/
Autor blogaMaciej Wołk
 
Nazwa bloga

Nieskończoności

Jesteś właśnie w nieokreślonym miejscu. Twoje zmysły nie są w stanie rozpoznać obecnej chwili. Jedyne co wiesz, to fakt, że musisz coś odnaleźć. I masz tylko tyle.
Mimo tego, iż nie zostałeś specjalnie obdarzony, jesteś w stanie wyobrazić czy może przypomnieć sobie pewną sytuację.
Siedziałeś na drewnianym krześle w zupełnie ciemnym pomieszczeniu. Z sideł czarnej nicości nie wyłaniał się ani jeden punkcik światła. Naturalnie jednak zdołałeś odróżnić rysy człowieka znajdującego się naprzeciw ciebie. Po raz pierwszy miałeś wrażenie, że istnieje ktoś tobie zagrażający. Ktoś kto nie musi przykładać ci broni do głowy abyś poczuł drżenie niepokoju. Nie znałeś go. A on wiedział o tobie wszystko.

Adres blogahttp://jestem-twoim-snem.blogspot.com/
Adres blogahttp://jestem-twoim-snem.blogspot.com/
Autor blogaMroczna Kraina
 
Nazwa bloga

I. A. Dice

Obłapialiśmy się wzrokiem na parkingu i przez kilka pierwszych sekund nasze oczy się nie spotkały. Obserwowałem jej twarz, mały nos, pełne usta koloru brzoskwiń i kaskadę ciemnobrązowych włosów otaczających jej oliwkową skórę.

Nadia się nie spieszyła. Jej wzrok zawisł na mojej klacie dłużej niż było to stosowne. Uczucie onieśmielenia spłynęło na mnie znikąd zamiast oczekiwanej dumy.

W końcu jej oczy przeniosły się na moją twarz, a żeby to zrobić, musiała odchylić głowę do tyłu – tak była mała. Nie mogła spojrzeć mi w oczy bez odchylenia głowy. Potrzebowałaby kurwa drabiny, żeby się ze mną zrównać.

Minęły kolejne dwie sekundy nim nasze oczy się spotkały, ale gdy w końcu się to stało, przysięgam, serce mi stanęło.

Dosłownie.

Przez dwadzieścia pięć lat biło zupełnie normalnie. Czasem szybciej niż powinno, czasem wolniej, ale zawsze biło.

Dopóki nie spojrzałem w oczy Nadii.

Adres blogai-a-dice.blog.pl
Autor blogaI. A. Dice